Michał z KNC konsultorem w Radzie ds. Środków Społecznego Przekazu KEP

09/09/2020 8:33
Agnieszka Wojnarowicz

Z Michałem Bondyrą, redaktorem naczelnym czasopisma dla ministrantów „Króluj nam Chryste” rozmawiała Agnieszka Wojnarowicz. Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

–  Jakie jest Twoje doświadczenie pracy w mediach, szczególnie jeżeli o pracę w redakcji czasopisma „Króluj nam Chryste”? Co Ci to daje? Czy jest to dla Ciebie coś więcej niż praca?

W mediach jestem obecny od przeszło 16 lat. Do dziś pamiętam początki, gdy przyszedłem do pracy i dostałem dwa numery telefonów i jeden adres mailowy. No i to zdanie wypowiedziane przez ówczesnego szefa Przewodnika Katolickiego ks. Waldemara Hanasa: „trzeba stworzyć pismo dla ministrantów, takie ogólnopolskie”.

Od samego początku było więc ekstremalnie. Zresztą, w Księgarni i Drukarni Świętego Wojciecha, gdzie w 2004 roku tworzyliśmy „KnC” od zera, pracownicy przyjmowali zakłady o to, jak długo wytrwam. 🙂

Udaje się całkiem długo, bo przez te 16 lat „KnC” na rynku wciąż jest obecne, wciąż funkcjonuje, a moja w tym głowa, by nie była to wegetacja, a nieustanny rozwój.

Dziennikarstwo, bo prócz „KnC” przez długie lata pisałem do „Przewodnika Katolickiego”, udało się też napisać dwie książki („10 słów o miłości” i „Ksiądz też Człowiek”) i wspólnie z Pawłem Przewoźnym zrobić film dokumentalny o uzależnieniach „Czasem trupy zmartwychwstają” – to nie jest tylko praca. To przede wszystkim pasja, która czasem denerwuje. To wyścig z czasem, gdy wisi nad głową deadline. To stres, gdy nawala rozmówca. Ale dziennikarstwo to także satysfakcja, gdy okazuje się, że to co się stworzyło jest dla kogoś pomocne.

Od września ubiegłego roku jestem też dziennikarzem radiowym: w Radiu Emaus prowadzę dwa razy w tygodniu program sportowy i co dwa tygodnie autorski program „Męskim okiem” dla kreatywnych ojców. To jest nowy, inny wymiar dziennikarstwa.

Ale każdy z tych wymiarów; czy to dziennikarstwo prasowe czy to radiowe daje ogromną satysfakcję ze spotkania, z rozmowy z drugim człowiekiem, i z tego, że jakiś tekst, jakaś audycja może nie tylko dać uśmiech czytelnikowi czy słuchaczowi, ale i konkretną pomoc w rozwiązaniu jego problemów. Bo dziennikarstwo to misja i jako misję właśnie je traktuję.

A „KnC”? To misja praktycznej pomocy w formowaniu chłopaków służących przy ołtarzu. By kiedyś, kiedy będą już pełnoletni, stali się świetnymi facetami, którzy jako ojcowie rodzin, ale i może kapłani będą prowadzić innych do Jezusa.

  Jak to się stało, że zostałeś powołany do funkcji konsultora w Radzie ds. Środków Społecznego Przekazu KEP? Jakie warunki trzeba spełnić, aby móc pełnić taką rolę?

Odpowiadając cytatem z klasyka: „też chciałbym to wiedzieć” J. Zupełnie poważnie jednak. Myślę, mam nadzieję, że została w ten sposób doceniona praca na rzecz całej społeczności ministranckiej. Bo przecież „KnC” to nie tylko pismo – jedyne, ogólnopolskie dla tych którzy służą w komżach czy albach przy ołtarzu, ale i działania na rzecz integracji środowiska. Jest więc drugi co do wielkości amatorski turniej w piłkę nożną – Mistrzostwa Polski LSO o Puchar „KnC”, w którym bierze udział tysiące drużyn ministranckich z całej Polski. Są też pielgrzymki ministrantów i lektorów do polskich sanktuariów, w których organizacji od samego początku „KnC” ma swój istotny udział. To też akcje taka, jak ta z 2004 roku na Rok Eucharystii, podczas której udało się zebrać 40 tys. podpisów byłych i obecnych ministrantów pod przyrzeczeniami związanymi z Eucharystią i zawieść je, by wręczyć z 50 przedstawicielami służby liturgicznej świętemu Janowi Pawłowi II.

Tych wszystkich działań w żaden sposób nie przypisuję sobie. Myślę, że wybór mojej skromnej osoby to tak naprawdę docenienie środowiska ministrantów – prężnego, wiernego w służbie, konkretnego w działaniu. A, że ktoś może ich reprezentować… Wypadło być może na mnie…

Na czym dokładnie polega na funkcja?

Konsultor to ten, który doradza. Z tego co zdążyłem się dowiedzieć, raz na kwartał konsultorzy wraz z członkami Rady ds. Środków Społecznego Przekazu KEP spotykają się, by omówić bieżącą sytuację na rynku medialnym i jak w tym powinien znaleźć się Kościół rozumiany jako wspólnota. Zebranie, swoista burza mózgów kończy się wspólnym dokumentem.

Jakie masz aspiracje związane z nową rolą? Co chciałbyś zmienić w dzisiejszym świecie środków społecznego przekazu? Szczególnie chodzi o media młodzieżowe.

Pytasz o aspiracje? Mnie nie chodzi o osobiste aspiracje. Chciałbym, by głos młodych w Kościele, głos medialny był mocniej słyszalny niż dotychczas. Chciałbym też, żeby szerzej i bez obaw Kościół korzystał z nowoczesnych nośników medialnych, ale i na przykład mediów społecznościowych czy YouTube’a.

Problemem jest dotarcie z wartościowym przekazem do młodych. Dziś wartości trzeba atrakcyjnie, nieszablonowo opakować. Mówiąc wprost dobrze „sprzedać”. Trzeba to jednak robić z głową. No i na naprawdę najwyższym poziomie. Bo wartości, o których chcemy mówić muszą być jednocześnie przekazywane za pomocą tekstów, audycji, filmów, blogów nie tylko intrygująco i z pomysłem, ale i z warsztatem dziennikarskim, który nie pozostawi najmniejszych wątpliwości, że przygotowali go profesjonaliści.

Dziękuję za rozmowę.