W Jezusie odnalazłem sens i miłość mojego życia. Wróciłem do Kościoła i do sakramentów. Przyjąłem z radością łaskę wiary i nieustannie z nią współpracuję – mówi Zbigniew Kowalski.
W młodości odrzucił Boga – uważał, że przeszkadza mu w osiągnięciu szczęścia. Jego życie zmieniło się 41 lat temu, gdy po raz pierwszy wziął do ręki Pismo Święte. Dziś, pomimo upływu lat, wciąż ewangelizuje – ostatnio można go było spotkać na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, a wcześniej na Starym Rynku w Poznaniu, gdzie ze wspólnotą Przymierze Miłosierdzia prowadził akcję ewangelizacyjną „Misja Talitha Kum”. W najbliższy weekend będzie ewangelizował wśród młodych na Jubileuszowym 30. Spotkaniu Młodych Lednica 2000.
Recepta (nie)szczęścia
Zbigniew Kowalski urodził się 71 lat temu w rodzinie katolickiej, lecz praktycznie niewierzącej. Jako mały chłopiec wierzył w Boga, jednak wiara ta była powierzchowna i niedojrzała. Owszem, przyjął chrzest, przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej, i na tym poprzestał. Dalej nie było już żadnych sakramentów, ani uczęszczania na Mszę św. Codzienna modlitwa prawie nie istniała. Przestał chodzić na lekcje religii. Zdecydował, że sam pokieruje swoim życiem. – Postanowiłem być niezależnym od Boga i ludzi i sam decydować, co jest dobre, a co złe. Wydawało mi się wtedy, że On przeszkadza mi być szczęśliwym według mojej „recepty szczęścia” – opowiada ewangelizator. – A ta polegała na zdobyciu w mym życiu trzech rzeczy: po pierwsze przyjemności zmysłowych. Po drugie przyjemności wynikających z posiadania dóbr materialnych. Po trzecie – przyjemności z wywyższenia ponad innych, czyli władzy, własnej chwały i sławy. To trzy podstawowe pożądliwości – bożki, za którymi ugania się cały świat i ja również oddałem się im całkowicie. Zacząłem realizować te trzy cele życiowe kosztem bliźnich, ale przede wszystkim mojej duszy.
Całkowity zawód
Droga do ziemskiego szczęścia okazała się jednak zwodnicza. Zabierając wewnętrzną wolność, powoli sprawiła, że mężczyzna stał się niewolnikiem grzechu. – Ponieważ nie kochałem i nie znałem Boga, w którymś momencie zacząłem odczuwać, że moje życie nie ma sensu. Umarła we mnie miłość i resztki wiary. Umarło we mnie życie Boże. Stałem się jakby “zombie”, czyli chodzącym nieboszczykiem. Niby je, pije, rozmawia, lecz nie żyje – wspomina Zbigniew. Czy udało mu się zrealizować „receptę szczęścia”? Okazuje się, że tak! Były przyjemności, studia, dobra praca, pieniądze, założenie rodziny, kariera zawodowa, uznanie u ludzi, lokalna sława. Powinien być szczęśliwy, przecież wszystko osiągnął. Jednak tak nie było. – Zawiodłem się całkowicie. Nie znalazłem szczęścia, ale krótkotrwałe przyjemności i ciągły niepokój serca. Wpadłem w zaklęty krąg grzechu, byłem jak pies na łańcuchu, który tylko na tyle jest wolny, na ile pozwala mu na to łańcuch. Tak bardzo przywiązany byłem do swych pożądliwości. To nie było jakieś typowe uzależnienie od czegoś, lecz uzależnienie od grzechu niewiary, braku miłości do Boga, bałwochwalstwo polegające na oddawaniu czci samemu sobie i swym pożądliwościom. Na zewnątrz wszystko było w porządku, lecz w mym sercu była pustka i śmierć.
Wskrzeszony do życia
Gdy miał 30 lat pewnego dnia wziął do ręki Pismo Święte, ot tak, po prostu z ciekawości. – Otworzyłem Biblię na Księdze Rodzaju, zacząłem czytać i wtedy nagle… usłyszałem Go. Nie uszami, lecz w swoim wnętrzu. To było niesamowite! Ten głos był mocny jak dzwon, zdecydowany, męski, a jednocześnie pełen miłości. Moje oczy przesuwały się po słowach Pisma, a głos powtarzał je we mnie. Kiedy przestawałem, wtedy On też przestawał mówić, a gdy zaczynałem – mówił ponownie. Uświadomiłem sobie, że te słowa wypowiada Ktoś osobiście do mnie. Jakby Ojciec do ukochanego syna. Ktoś żywy i prawdziwy, który stworzył cały wszechświat, wszelkie stworzenie i teraz rozmawia z małym pyłkiem w tym kosmosie jak z ukochanym dzieckiem. Nagle doznałem coś w rodzaju przyjemnego olśnienia. Moje serce zalało przedziwne światło, a w nim radość, miłość, pokój i szczęście. Bóg dotknął mnie swoją miłością. W jednej sekundzie z ateisty stałem się człowiekiem wierzącym. Uwierzyłem i zakochałem się w Nim jak małe dziecko w swoim Tatusiu. W jednym momencie zostałem napełniony światłem, radością i szczęściem. Zalała mnie Boża łaska i zostałem wskrzeszony do życia.
- W Jezusie odnalazłem sens i miłość mojego życia. Zawierzyłem Mu zupełnie moje ciało i duszę, rozum i wolną wolę, moją rodzinę i wszystkie sfery życia. Zacząłem codziennie czytać i rozważać Pismo Święte. Znalazłem modlitewnik i zacząłem przypominać sobie dawno zapomniane modlitwy. Wróciłem do Kościoła i do sakramentów. Przyjąłem z radością łaskę wiary i nieustannie z nią współpracuję. Staram się ją pomnażać, stosując receptę z Dziejów Apostolskich, tzn. trwając w codziennej komunikacji z Jezusem (Dz 2,42). Od momentu nawrócenia moje serce przylgnęło do Niego. Uchwyciłem się Go i trzymam do dziś – kończy Zbigniew Kowalski.
***
Historia Zbigniewa Kowalskiego pokazuje, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych” i „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”:
- Od 2002 r. regularnie ewangelizuje w różnych miejscach na katolickich akcjach.
- W 2003 r. założył Wspólnotę Ewangelizacyjną WODA ŻYWA przy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Mławie, z którą przeprowadził do tej pory ponad 60 rekolekcji w Polsce i zagranicą.
- Głosił Dobrą Nowinę w języku angielskim wielu obcokrajowcom, poganom, wyznawcom innych religii. Ponad połowa z nich przyjęła łaskę wiary i nawrócenia uznając Jezusa za swego Pana i Zbawiciela. Jednym z nich był młody chiński biznesmen. Był bardzo zainteresowany głoszoną przez nas kerygmą, czyli po grecku, Dobrą Nowiną. Z radością przyjął wiarę w Jezusa Chrystusa. Ponieważ był nie ochrzczony to zaproponowaliśmy mu modlitwę o dar Ducha Świętego. Po tej modlitwie stał się radosny i szczęśliwy. Okazało się, że w czasie tej modlitwy młody Chińczyk poczuł to, co ja odczułem wiele lat wcześniej w momencie mojego nawrócenia. Przyznał się nam, że doświadczył duchowego ciepła w swym sercu. Był to jeden z rzadkich przypadków chrztu pragnienia, w którym Duch Święty przychodzi do duszy człowieka gorąco wierzącego w Jezusa. Na zakończenie poradziliśmy Chińczykowi, aby powrocie do Chin znalazł Kościół katolicki i dopełnił to przez sakramentalny chrzest święty.
- W 2015 r. wydał książkę pt „Kerygma – podręcznik ewangelizatora”, która jest jednym z nielicznych podręczników do ewangelizacji. W 2020 r. wyszła jego druga pozycja „Słowo Życia”, napisana w formule rekolekcji indywidualnych i zbiorowych. Obie książki ukazały się nakładem wydawnictwa Michalineum.
- W 2018 r. nakręcił 40 minutowy film DOBRA NOWINA. Można go obejrzeć na stronie: www.wodazywa.pl
Zbigniew Ignacy Kowalski, katolicki ewangelizator, ur. 6 kwietnia 1955 r. w Wieluniu. Żonaty (1980), ekonomista (Uniwersytet Gdański) i teolog (Uniwersytet Warmińsko-Mazurski), specjalizuje się w ewangelizacji bezpośredniej oraz szkolenia ewangelizatorów w Kościele Katolickim. Jest aktywnym i czynnym ewangelizatorem stosującym klasyczną kerygmę apostolską. Założyciel i wieloletni lider Wspólnoty Ewangelizacyjnej WODA ŻYWA w Mławie. Poza działalnością ewangelizacyjną posługiwał jako nadzwyczajny szafarz komunii świętej, animator przygotowujący młodzież do Bierzmowania, członek zespołu muzycznego, rekolekcjonista, głosiciel konferencji, autor różnych publikacji. Przeprowadził w latach 2002-2023 około 640 (w tym 75% skutecznych) głoszeń Dobrej Nowiny w ramach ok. 180 akcji. Zorganizował i współprowadził ok. 60 rekolekcji oraz innych przedsięwzięć ewangelizacyjnych.
Jego zainteresowaniami poza codzienną Eucharystią, modlitwą, medytacją ignacjańską na łonie natury, ewangelizacją jest pływanie, bieganie, jazda na rowerze oraz śpiew, gra na gitarze i grafika komputerowa.














